Przez ostatni tydzień gościli u nas teściowie, więc nie miałam za bardzo jak pisać i zaglądać na blogi innych mam. Przejęłam się tą wizytą troszkę:). Muszę powiedzieć, że mimo wszystkich moich obaw, było bardzo miło. No ale już sobie pojechali, a razem z nimi pojechał Tatuś. W pierwszej wersji też miałyśmy jechać, ale wystąpiły niespodziewane problemy związane z samochodem, a ja zdecydowanie nie przeżyłabym sześciogodzinnej podróży pociągami osobowymi, a na autobus to jestem całkiem obrażona:). Młodego posłałam do dziadków i zostałyśmy same samiuteńkie. Na szczęście tylko na weekend. Chociaż właściwie lubię być sama. Mogę powyłączać wszystkie zbędne media, nikt niczego ode mnie nie chce i mogę się wyciszyć. Przynajmniej dopóki jeszcze się nie rozdwoiłam:). Potem już chyba nie będzie żadnego "sama", a o wyciszeniu będę mogła pomarzyć.
Za sobą mamy kolejną wizytę u lekarza. Wszystko wygląda dobrze. Tylko hemoglobina mi trochę spadła i dostałam żelazo do uzupełniania. Prawie wybrałam się do szpitala, żeby zapisać się do szkoły rodzenia, ale nie znalazłam miejsca na parkingu przy szpitalu, a pogoda odstraszyła mnie skutecznie od parkowania dalej:). Widget pokazuje, że zostało nam do porodu 67 dni. Powoli zaczynam odliczać w głowie. Jeszcze tylko trochę...
Czas niesamowicie szybko leci, co? :-)
OdpowiedzUsuńMam takie samo nastawienie do autobusów jak Ty :D
Mi się teraz dłuży:). Chciałabym już ją przytulić:).
Usuńhttp://natarek.blogspot.com/2013/09/6-to-go-liebster-blog-award.html
OdpowiedzUsuńnominowałam Cię, zapraszam do zabawy :-))